Przejdź do głównej zawartości

Kraina drewnianych chat- ZAKOPANE


Wsiadam do busika i pytam się czy dojadę do Centrum i na Krupówki. Kierowca przypominający drwala odpowiada, że tak. Po chwili ruszamy, a ja mówię w myślach "No to jestem w domu". Na drodze gigantyczne korki-  w Poznaniu było by to irytujące ale w Zakopanem mi to nie przeszkadza. Ze spokojem mogłam podziwiać piękną architekturę. Kiedy patrzę na te budynki z zewnątrz mam ochotę wejść do środka i zobaczyć co kryją. Chciałabym wiedzieć jaka jest ich historia, kto tam mieszka albo mieszkał. Czy jakaś sławna postać tam się nie zatrzymała. Niestety nie każda tajemnica może zostać odkryta. Jedyne wnętrze jakie mogłam odkryć to był mały, drewniany kościółek. A w nim piękna stajenka z ruchomym wyciągiem narciarskim.  

Większość domów była ozdobiona światełkami, które wieczorem dawały piękny efekt. Nie mogę opisać tego słowami. Czułam się jak w jakimś śnie albo na Biegunie Północnym. Rozglądałam się czy czasami za rogiem nie kryje się Elf albo renifery Św. Mikołaja. Nigdy wcześniej nie byłam w Zakopanym, ale zimą wygląda cudownie.






Otwieram plecak i pośpiesznie wyciągam aparat. Mimo mrozu nie tracę zapału na robienie zdjęć. Nie mogę się powstrzymać od fotografowania, tyle pięknych budynków, widoków i jeszcze te konie. W duchu dziękuję tym, co wymyślili aparat fotograficzny a potem go ulepszali. Lubię uchwycić sceny, które pokazują rzeczy zwyczajne, na które może nie zwracamy uwagi. Koń który pokazuje język- normalnie nie rzuca się to w oczy, ale dzięki możliwości robienia kilku zdjęć na raz widać to co "niewidoczne". I to jest piękne.
 




Kiedy docieramy pod Gubałówkę, jedna z kompanek- Izka rozmawia przez telefon i szuka opcji na Sylwestra (na zdjęciu).


Tymczasem ja toczę rywalizację z właścicielem Labradora. Rywalizację o kolejkę. Pan od Labradora najpierw każe trzymać miejsce w kolejce, bo idzie sprawdzić tą drugą kolejkę do Biura Obsługi Klienta, po czym wraca i daje mi wskazówkę jak ominąć tłumy i szybciej kupić bilet. Nie korzystamy jednak z tej rady, ponieważ wszystko idzie sprawnie. W duchu śmieję się, że pomylił kolejki i że to nam szybciej udało się kupić bilety. Kiedy wpuszczają nas przez bramki, widzę że Pan z Labradorem stoi kilka stopni wyżej, co oznacza że był szybszy. A jednak! Powoli zaczynam rozumieć, że nie warto ignorować rad człowieka z psem.



Gubałówka będzie mi się kojarzyć z poszukiwaniem kreacji sylwestrowej. Było niemal tak jak na tych amerykańskich filmach, kiedy to dziewczyna w ostatniej chwili decyduje się iść na imprezę czy jakiś bal, ale okazuje się że nie ma kreacji. W końcu znajduje tą idealną. Ta adrenalina kupowania na ostatnią chwilę, hahahah :D Wpadłyśmy na pomysł, że fajnie byłoby mieć jakiś akcent góralski w stylizacji, dobrze się złożyło bo na Gubałówce było dużo straganów z góralskimi ubraniami. Stylizacje sylwestrową mieliście okazję zobaczyć we wcześniejszym poście. Oprócz tradycyjnych straganów, tak jak w każdym większym mieście znajdziecie tutaj sieciówki typu H&M.



Docieramy do wyciągu i pierwsze co przychodzi mi na myśl jak widzę śnieg to bitwa na śnieżki. Nie mija 5 min jak przedzieram się przez zaspę, żeby przygotować śnieżkę. Iza przygotowuje swoją i się zaczyna... Dobrały się takie dwie wariatki. Tyle pozytywnej energii. Były zakupy to teraz czas na trochę zabawy ;) Mimo, że świeci słońce mróz nie odpuszcza.


Nigdy nie lubiłam gór ani chodzenia po nich. Bałam się, że mogłabym spaść w przepaść i na tym by się cała przygoda zakończyła. Dzisiaj niechęć do wspinaczki górskiej nie uległa zmianie, natomiast przekonałam się do samego miasta. Zakopane jest najpiękniejszym górskim miastem w jakim byłam.
Czułam się tutaj jak w domu, a wszystko to zasługa ludzi, którzy bezinteresownie pomagali i zawsze witali uśmiechem.



Tradycyjnie czas na krótkie ciekawostki oraz kilka faktów historycznych. Zacznijmy od tego skąd właściwie wzięła się nazwa Zakopane. Legenda głosi, że pewien pasterz przebywając na Gubałówce chciał sprawdzić czy miejsce to byłoby dobre do założenia osady. Zakopał więc ziarenko owsa obok swojego szałasu i wyruszył dalej. Kiedy wrócił zobaczył, że ziarno wydało dorodny plon. Zakopane wzięło nazwę właśnie od tego zakopanego ziarenka.

Harenda- dzielnica Zakopanego z którą związany jest Jan Kasprowicz. Znajduje się tutaj Muzeum Jana Kasprowicza. W 1923 roku willę na Harendzie odkupił  Jan Kasprowicz. Po śmierci rodziny poety dom przerobiono na muzeum.


Drewniany kościół p.w. św. Jana Apostoła i Ewangelisty. Początkowo wybudowany w Zakrzowie w XVIII w., następnie w 1947 roku został przeniesiony z Zakrzowia do Zakopanego. Kościół w środku robi wrażenie. Wszędzie obrazy, rzeźby i stajenka z ruchomym wyciągiem narciarskim.

Ciekawostki- źródło: Zakopane.pl


Jeśli chcielibyście poczytać więcej na temat historii Zakopanego możecie poczytać na stronie miasta




Pozdrawiam :)



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dresy w kaktusy

Dzisiaj stylizacja wiosenno/ letnia. Chociaż na jeden weekend przyszło do nas lato i oby już tak zostało.

Strój troszeczkę nawiązuje do festiwalu Coachella, który miał ostatnio miejsce w miasteczku Indio w  Północnej Kalifornii:D W tym sezonie przeważają stylizacje z elementami boho. W każdym sklepie można  natknąć się na ciuchy z frędzlami, zwiewne sukienki czy bluzki w etniczne wzory itp.

365 schodów do raju? Mallorca= Pollenca

Patrząc na tytuł wpisu pewnie zastanawiacie się o co chodzi. O jakich schodach mówię. Już Wam wszystko wyjaśniam.

Klimatyczny Kołobrzeg