Przejdź do głównej zawartości

365 schodów do raju? Mallorca= Pollenca



Patrząc na tytuł wpisu pewnie zastanawiacie się o co chodzi. O jakich schodach mówię. Już Wam wszystko wyjaśniam.

Schody o których wspominam prowadzą do El Calvari (kaplicy zwanej Kalwarią). Jest ich 365. Podczas Wielkiego Tygodnia wzdłuż tych schodów przechodzi Droga Krzyżowa.

Zaczęliśmy od schodów czyli najważniejszego miejsca w Pollencie. Przejdźmy na chwilę do części dygresyjnej, żeby nie zanudzać Was suchymi faktami.


Znasz to uczucie zwątpienia we własne możliwości? Kiedy patrzysz na coś i czujesz, że nie dasz rady tego pokonać? Od czasu do czasu u mnie również zdarza się taki moment zwątpienia. Kiedy spojrzałam na te schody to byłam trochę przerażona. Zwłaszcza, że nie widziałam za dobrze końca- czyli tzw. mety. Ale nie po to leciałam taki kawał, żeby teraz wymiękać. Wiedziałam, że może być ciężko jak doczłapię się  na samą górę. Ale jakoś się z tym pogodziłam.

Zrobiłam pierwszy krok, za chwilę drugi, trzeci. Początek tej drogi był nawet przyjemny. Były sklepiki. Mogłam podziwiać pamiątki i robić zdjęcia. Dzieci zaczepiały uśmiechem i kiwały.

Z każdym stopniem było trudniej. Skończył się cień. Kiedy odwracałam się i patrzyłam w dół widziałam odcinek jaki pokonałam. Wiedziałam, że teraz nie mogę zawrócić. Trzeba iść dalej, przed siebie. W zasadzie to źle powiedziałam, mogłam zawrócić, ale nie chciałam. Mimo zmęczenia chciałam iść dalej. Nie warto było się cofać. Skoro wniosłam tyle wysiłku i poświęcenia to nie warto tego teraz marnować. Tak samo jest w życiu, ale to już głębszy temat.  
 
Czasami warto iść dalej i się nie poddawać, a czasami lepiej zejść z drogi na której obecnie się jest (jeśli się na niej nie czujemy) i pójść inną. Trzeba tylko się głębiej nad tym zastanowić i zobaczyć które rozwiązanie jest najlepsze.


Po wejściu na Calvarię powtarzałam w duchu „Dziękuję! Dałam radę”. Nie mogłam wydusić słowa, ale cieszyłam się że pokonałam te schody.


Wybierając się do Pollency w upalny dzień to samobójstwo. Ale w zasadzie nie ma odpowiedniej pory na zwiedzanie, a miejsce warte jest odwiedzenia. Czasami zwiedzanie wymaga poświęceń.




Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć most z czasów rzymskich- El Pont Roma (z I w.). Zbudowany na rzece Torrente de Sant Jordi.




A na tym zdjęciu możecie zobaczyć jak ten sam most wyglądał w 1915 r. Nic się nie zmienił, jedynie okolica przy moście.



Będąc w Pollenca miałam wrażenie jakbym objechała w jeden dzień cały świat. No dobra prawie cały świat. Między zieloną roślinnością i kamiennymi budynkami czułam się jakbym odwiedziła Jerozolimę (zdjęcie poniżej). Po wejściu na Calvarię jakbym patrzyła na Brazylię i Rio. Za chwilę jakbym była w Grecji. Jedno miasto a tyle skojarzeń. Majorka to kolejne miejsce na ziemi, które kryje w sobie tyle sekretów, a zarazem tyle magii.



Główny Plac Plaza Major ze zbudowanym przez templariuszy Kościołem Nostra Senyora dels Àngels

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dresy w kaktusy

Dzisiaj stylizacja wiosenno/ letnia. Chociaż na jeden weekend przyszło do nas lato i oby już tak zostało.

Strój troszeczkę nawiązuje do festiwalu Coachella, który miał ostatnio miejsce w miasteczku Indio w  Północnej Kalifornii:D W tym sezonie przeważają stylizacje z elementami boho. W każdym sklepie można  natknąć się na ciuchy z frędzlami, zwiewne sukienki czy bluzki w etniczne wzory itp.

Jeden dzień w Wenecji..

Po kilkunastu godzinach spędzonych w autokarze w końcu się budzę. Jest 6 rano. Nie czuję w ogóle zmęczenia. Jestem taka podekscytowana, bo za kilka godzin stanę na Placu Św. Marka.