"Nie kłam kochanie" czyli romantyczny Kraków


Kraków to miasto gołębi, turystów oraz dorożek kursujących między straganami z kwiatami. Zatrzymajmy się na chwilę od tego gwaru i zgiełku turystów z aparatami. Wsłuchajmy się w cichą i spokojną muzykę dobiegającą z restauracji w Sukiennicach.
A teraz zamknijmy oczy. Wyobraźmy sobie, że miłość naszego życia właśnie podchodzi z bukietem róż (czy innych kwiatów) i cicho szepcze coś do ucha. Najpierw pojawia się lekki uśmieszek, a potem zaczynamy się śmiać. Nikt nie umie nas tak rozśmieszyć jak właśnie on. Nieważne czy zada śmieszne pytanie, czy rzuci żartem.

Chciałabym abyśmy pozostali dzisiaj właśnie w takiej aurze, ponieważ ten post nawiązuje do komedii romantycznej "Nie kłam kochanie". Podążamy śladami głównych bohaterów. Wyobraźmy sobie, że i my możemy przeżyć coś pięknego niczym z filmu.

Nad głowami przelatuje nam kolejny gołąb. Zapomniałam dodać ważny element w tej całej sielance. Oglądając się za gołębiem dostrzegamy jadącą bryczkę z czarnymi końmi. Zamiast księcia na białym koniu mamy księcia z bryczką.

Po chwili zaczyna padać śnieg. Z każdą minutą pada coraz mocniej. Patrzymy w niebo i staramy się nacieszyć każdą chwilą. Staramy się uwiecznić ten moment gdy jest śnieg. W końcu nie wiadomo kiedy następnym razem będzie padać. Czujemy jak budzi się aura świąt. Wracamy myślami do bryczki. Wyruszamy w podróż po Kazimierzu.

Zostawiamy naszą "karetę" i spacerujemy wśród turystów. Podziwiamy architekturę i uroki starych, zniszczonych kamienic. Szkoda, że stoją takie zaniedbane. Ta dzielnica emanuje nadzwyczajną siłą.

W filmie główni bohaterowie swoją wędrówkę po tej dzielnicy kończą tańcem i zabawą w okolicznej knajpce. Jak zakończy się nasza dzisiejsza historia, nasz scenariusz?

 Po prostu wsiądziemy do bryczki i odjedziemy w siną dal. Do zobaczenia w kolejnej, nowej historii.
Można by było napisać setki miłosnych scenariuszy związanych z Krakowem. Francja ma swój romantyczny Paryż, a Polska Kraków. Nie tylko za sprawą tego filmu pojawiły się takie skojarzenia. Krakowski Rynek ma coś w sobie, może przez te bryczki a może przez gołębie. Nie wiem. Po prostu jest tam aura romantyzmu.

I jak tu się nie zakochać?






Komentarze

Popularne posty